🎭 PROCES KAFKI: AKT III
Rozprawa bez świadków, sąd od neurologii
Rozprawa bez świadków, sąd od neurologii
🎪 Rozprawa bez świadków, sąd od neurologii
Pierwsza rozprawa miała być chwilą prawdy, w której państwo wreszcie przedstawi dowody przeciwko obywatelowi. Miała wreszcie zmienić papierową historię w prawdziwy proces.
To w sądzie policyjna wersja zdarzenia miała zostać sprawdzona, funkcjonariusze mieli odpowiedzieć na pytania o jazdę policyjnego BMW, działanie urządzenia Videorapid i sposób, w jaki prędkość radiowozu przypisano kierowcy Alfa Romeo, a obwiniony miał otrzymać realną możliwość obrony przed zarzutem przekroczenia prędkości, miał móc sprawdzić dokumenty, skonfrontować relacje patrolu i przedstawić własne dowody.
Tak przynajmniej wygląda normalny proces.
Zamiast tego 4 kwietnia 2024 r. w Sądzie Rejonowym w Zabrzu, w sprawie II W 840/23, wybrano scenariusz bardziej kafkowski: dwóch kluczowych świadków — policjantów — nie pojawiło się w sądzie, a centralnym wydarzeniem rozprawy stała się nie kwestia pomiaru prędkości, nie sposób użycia urządzenia i wiarygodność policyjnego materiału, lecz próba odebrania obwinionemu realnej pomocy obrońcy.
Zamiast przesłuchania świadków odbyła się trzydziestominutowa lekcja o tym, jak łatwo potrzeba udziału obrońcy może zostać nazwana próbą przedłużania postępowania. Te trzydzieści minut wystarczyło, by pokazać, kto w tej historii musi tłumaczyć się ze swojej nieobecności, a kto ze swojej obecności — zwłaszcza gdy przychodzi do sądu z zamiarem obrony.
Ale po kolei.
📌 Dwóch świadków, zero zeznań
Na rozprawę prawidłowo wezwano dwóch świadków: Dominika Kopijasza i Michała Pisarka. Nie stawił się żaden z nich. Pierwszy – Kopijasz - przesłał usprawiedliwienie, powołując się na „wydarzenie losowe”. Drugi – Pisarek - nie stawił się również, lecz w protokole nie odnotowano jego usprawiedliwienia ani informacji o przyczynie absencji. Nie odnotowano też, by zawiadomił sąd, że nie przyjdzie.
A był to świadek szczególny. Pisarek kierował policyjnym BMW i obsługiwał urządzenie, którego wskazanie stało się podstawą zarzutu. To on powinien był odpowiedzieć, co dokładnie pokazał Videorapid, jak wyglądała jazda za Alfa Romeo i dlaczego odczyt prędkości radiowozu miał dowodzić prędkości samochodu obwinionego. Kopijasz, jako drugi członek patrolu, również miał do wyjaśnienia to, co widział i co mógł potwierdzić.
To ważny moment tej historii. Dwaj funkcjonariusze, których relacje miały mieć znaczenie dla sprawy o rzekome przekroczenie prędkości, nie przyszli. Nie złożyli zeznań. Nie odpowiedzieli na pytania. Nie skonfrontowali swojej wersji z pytaniami obwinionego.
Dlaczego Pisarek nie przyszedł? Protokół tego nie wyjaśnia. Można pytać, czy zapomniał o terminie, zlekceważył wezwanie albo zakładał, że jego relację można przyjąć bez niego. Nie trzeba jednak dopisywać funkcjonariuszom wspólnego planu, żeby dostrzec absurd sytuacji: państwo wzywa obywatela przed sąd w sprawie o policyjny pomiar, po czym na pierwszej rozprawie nie ma żadnego policjanta, którego można o ten pomiar zapytać.
W protokole nie ma także decyzji o ukaraniu nieobecnych świadków. Obwiniony zwrócił później uwagę na ten kontrast w piśmie procesowym. Nieobecność policjantów nie zakończyła sprawy, nie dostarczyła wyjaśnień i nie wywołała widocznej w protokole sankcji.
Głównym problemem okazał się obrońca obwinionego — człowiek, którego zabrakło na sali z przyczyn wyjaśnionych sądowi na piśmie.
Wniosek obwinionego o umożliwienie udziału obrońcy został potraktowany jako próba przedłużania postępowania.
W tym teatrze brak świadków był przeszkodą do zadawania pytań świadkom. Brak obrońcy — najwyraźniej już nie był przeszkodą do prowadzenia rozprawy i dla obwinionego miał oznaczać, że powinien radzić sobie sam.
📌 Sąd od neurologii
SSR IZABELA PUDŁO
Rozprawie przewodniczyła sędzia Izabela Pudło. Zanim ktokolwiek zdołał zadać pytanie o wiarygodność nagrania, sąd zbierał dane o obwinionym: o jego sytuacji rodzinnej, pracy, dochodach, karalności i leczeniu. W skróconym protokole zapisano, że leczył się neurologicznie z powodu bólów głowy, nie pamiętał już, jakie było rozpoznanie, oraz że nie leczył się psychiatrycznie ani odwykowo.
Po rozprawie obwiniony złożył jednak pismo procesowe, w którym zakwestionował sposób zapisania swojej wypowiedzi o zdrowiu. Według obwinionego to nie była cała jego wypowiedź. W piśmie z 8 kwietnia wskazał, że mówił także o ponownych bólach głowy, planowanej konsultacji neurologicznej po wcześniejszym urazie i o innej sprawie, w której z powodu problemów zdrowotnych wyznaczono mu obrońcę z urzędu. Zarzucił, że tych informacji w protokole zabrakło mimo że rozprawa była nagrywana i można je zweryfikować z zapisem audio-wideo.
Różnica między obiema wersjami jest zasadnicza. „Kiedyś bolała mnie głowa” brzmi jak epizod zamknięty. „Bóle wróciły, planuję badania, a w innej sprawie mój stan zdrowia miał znaczenie dla prawa do obrony” to już informacja, która domaga się choćby rzeczowego wyjaśnienia. Właśnie dlatego zapis protokołu ma znaczenie. Kilka pominiętych zdań potrafi zmienić sens całej wypowiedzi.
Obwiniony znał też inny sposób postępowania sądu w podobnej sytuacji. W jego wcześniejszej sprawie przewodnicząca zobowiązała go do przedstawienia dokumentacji leczenia albo pełnej nazwy placówki medycznej. Odroczyła rozprawę, wskazując na potrzebę opinii psychiatry i wyznaczyła obrońcę. Po otrzymaniu dokumentów skierowała do biegłego pytania nie tylko o chorobę czy inne zaburzenia, lecz również o stan w chwili zarzucanego czynu oraz o zdolność do udziału w postępowaniu i prowadzenia obrony „w sposób samodzielny i rozsądny”.
Tamten sąd nie urządzał gabinetu diagnostycznego na sali rozpraw. Nie próbował rozstrzygnąć zagadnienia medycznego samym spojrzeniem na obwinionego - czyli na "oko". Najpierw chciał poznać dokumenty, potem zapytać specjalistę, a dopiero na tej podstawie podejmować dalsze decyzje. W Zabrzu obrano drogę dokładnie odwrotną. Na pierwszej rozprawie nie zażądano dokumentacji, nie skierowano obwinionego na badanie i nie wyznaczono obrońcy z urzędu. Przyjęto zapis w protokole i sąd próbował prowadzić rozprawę dalej.
Sąd od neurologii. Sąd od psychiatrii. Sąd od oceny, czy człowiek, który sam mówi o problemach neurologicznych, potrzebuje fachowej weryfikacji. Brakuje tylko pieczątki z gabinetu diagnostycznego i skierowania wystawionego własnym postanowieniem.
Obwiniony ujął to później bez dyplomacji: zarzucił sędzi, że „samowolnie i jednostronnie uznał się biegłym posiadającym wiadomości specjalne w zakresie psychiatrii i neurologii”. To jego ocena, nie zdanie wypowiedziane przez sędzię. Ale publicystyczne pytanie pozostaje celne: po co pytać człowieka o leczenie, jeśli odpowiedź mogąca mieć znaczenie dla obrony nie prowadzi nawet do sprawdzenia, co dokładnie powiedział?
Nie chodzi o twierdzenie, że każda wzmianka o bólu głowy automatycznie wymaga badań i obrońcy z urzędu. Chodzi o coś znacznie prostszego: jeśli sąd uznaje temat zdrowia za wart zadania pytania, nie powinien traktować dalszych informacji tak, jakby kończyły się tam, gdzie kończy się najkrótsza wersja protokołu.
Między automatyzmem a zlekceważeniem sygnału o problemach neurologicznych istnieje jeszcze droga, którą w państwie prawa wypada przejść: rzeczowe ustalenie faktów, ostrożność i respekt dla prawa do obrony. Tego właśnie w niniejszej sprawie zabrakło. W państwie prawa sędzia ocenia dowody. Nie zastępuje neurologa, psychiatry i biegłego w jednej osobie tylko dlatego, że wygodniej jest iść dalej z rozprawą.
W dalszym toku sprawy, gdy pojawią się pytania wymagające wiedzy technicznej, biegły nie będzie już zbędnym luksusem.
PISMO PROCESOWE OBWINIONEGO - STR 1
PISMO PROCESOWE OBWINIONEGO - STR 2
📌 Obrońca ustanowiony, ale niepożądany
Obwiniony nie czekał wyłącznie na decyzję o obrońcy z urzędu. Dzień przed rozprawą ustanowił obrońcę z wyboru. Obrońca nie mógł pojawić się 4 kwietnia, ponieważ miał kolizję z udziałem w sprawie przed Sądem Najwyższym. Po ustanowieniu go dzień wcześniej nie miał też czasu, by zapoznać się z aktami zabrzańskiego postępowania. Przygotował więc pismo z wnioskiem o odroczenie rozprawy i o uwzględnienie jego terminarza przy wyznaczaniu kolejnego terminu.
To nie była kartka z jednym zdaniem: „proszę przełożyć”. Obrońca wskazał, że jego klient nie przyznaje się do winy, chce uczestniczyć w postępowaniu i złożyć wyjaśnienia w jego obecności. Domagał się przesłuchania obu policjantów na jednym terminie, aby można było zadawać pytania świadkom opisującym te same czynności i porównać ich odpowiedzi. Chciał, aby obaj policjanci stawili się na jednym terminie i mogli odnieść się do dokumentów z dnia kontroli, których wydania domagała się obrona.
Wniósł także o oględziny urządzenia Videorapid, ewentualnie połączone z oględzinami miejsca zdarzenia i elementami eksperymentu procesowego. Chciał sprawdzić pomiar w świetle instrukcji, decyzji zatwierdzenia typu oraz warunków, w jakich faktycznie użyto urządzenia. Zażądał od Głównego Urzędu Miar dokumentacji badań w warunkach użytkowania, dokumentów legalizacji pierwotnej i ponownej konkretnego egzemplarza oraz materiałów związanych z zatwierdzeniem typu — w tym pierwotnych i zmienionych wniosków wraz z załącznikami.
Od Policji chciał notatników służbowych patrolu, wpisów w książce pracy urządzenia, decyzji zatwierdzenia typu, dokumentów legalizacji, instrukcji obsługi oraz danych o miejscu, czasie i zakresie szkolenia funkcjonariuszy. Pytał również, czy dokumentacja, którą posługiwali się policjanci, odpowiadała tej ocenianej w procedurze zatwierdzenia typu. Obrońca wniósł ponadto o uwzględnienie opracowania dotyczącego wad pomiarów, w części odnoszącej się do urządzenia Videorapid oraz nagrania z tej sprawy.
To był plan sprawdzenia fundamentu oskarżenia. Skoro policyjna wersja miała prowadzić do ukarania człowieka, obrona chciała wiedzieć, czy urządzenie zbadano, zalegalizowano i obsługiwano we właściwy sposób oraz co rzeczywiście wynikało z nagrania. Nie prosiła o wiarę. Prosiła o dokumenty.
Co istotne, oskarżyciel publiczny nie sprzeciwił się odroczeniu. Dwaj policjanci, których obrońca chciał przesłuchać, i tak nie stawili się na rozprawie. Adwokat potrzebował czasu na zapoznanie się z aktami. Sytuacja wydawała się niemal gotowym uzasadnieniem wyznaczenia nowego terminu: z obecnym obrońcą i obecnymi świadkami.
👉 Mimo to sąd odmówił odroczenia. Jednocześnie postanowienie uznał za prawomocne i niezaskarżalne.
Kafkowska logika działała bez zarzutu: nie ma świadków, nie ma sprzeciwu oskarżyciela, jest nowo ustanowiony obrońca bez dostępu do akt, ale to właśnie obwiniony ma zostać oskarżony o „przedłużanie” postępowania.
Przewodnicząca wskazała, że upoważnienie do obrony podpisał obwiniony, ale nie wynikało z niego, by adwokat je przyjął i podjął się obrony. Pismo z wnioskiem o odroczenie uznała za wniosek obwinionego, nie obrońcy — „jeśli obrońca w ogóle został skutecznie ustanowiony”. Przewodnicząca poszła jednak dalej. Dodała, że obwiniony wiedział o sprawie od października 2023 r., zatem ustanowienie adwokata dzień przed rozprawą i żądanie odroczenia stanowi próbę „nieuzasadnionego przedłużania jej biegu”.
Czyli obywatel ma prawo do obrońcy — pod warunkiem, że skorzysta z niego w terminie dogodnym dla sądu. Ma prawo wybrać adwokata — o ile adwokat nie ma wcześniej zaplanowanej sprawy. Ma prawo do obrony — byle nie wtedy, gdy obrona wymagałaby przesunięcia terminu rozprawy, na której i tak nie było świadków.
Najbardziej osobliwy szczegół krył się jednak na końcu pisma. Adwokat, przewidując trudność z dostarczeniem własnoręcznie podpisanego egzemplarza przed bliskim terminem, upoważnił klienta do podpisania pisma i poprosił o potraktowanie go jako pisma obwinionego. Wskazał również, że analogiczne pismo wysłał pocztą. Obwiniony zrobił więc dokładnie to, co zapisano w dokumencie. Na rozprawie usłyszał, że skoro pismo jest jego, a nie adwokata, odroczenia nie będzie.
Formalizm wykonał elegancki obrót. Adwokat przygotowuje stanowisko i wnioski. Klient podpisuje je zgodnie z upoważnieniem. Sąd stwierdza, że pismo pochodzi od klienta. I ten fakt pomaga uzasadnić odmowę dania adwokatowi czasu na przygotowanie obrony.
W piśmie z 8 kwietnia obwiniony zwrócił uwagę, że pełnomocnictwo ma charakter jednostronnego oświadczenia mocodawcy, a następnie zapytał, na jakiej podstawie sąd oczekiwał dodatkowego potwierdzenia „przyjęcia” udzielonego upoważnienia i dlaczego ewentualnej wątpliwości formalnej nie można było wyjaśnić. Przypomniał też rzecz podstawową: to, że wiedział o toczącym się postępowaniu od miesięcy, nie oznacza, że utracił prawo do ustanowienia obrońcy dzień przed rozprawą.
Sąd może uznać, że wniosek o odroczenie nie zasługuje na uwzględnienie. Ale tu pozostaje pytanie, którego postanowienie nie usuwa: co właściwie miało się odbyć bez policjantów i bez obrońcy, skoro obrona przedstawiła szczegółowe wnioski zmierzające właśnie do sprawdzenia policyjnego dowodu?
📌 Wezwanie i wehikuł czasu
Uzasadniając odmowę odroczenia, sąd powołał się jeszcze na wcześniejsze zachowanie obwinionego. Stwierdził, że nie brał on udziału „z własnej woli” w czynnościach wyjaśniających, mimo prawidłowego zawiadamiania.
Obwiniony odpowiedział datami z akt. W piśmie z 8 kwietnia wskazał, że termin stawiennictwa wyznaczono na 1 września 2023 r. — karta 14 — podczas gdy wezwanie odebrał 12 września 2023 r. — karta 16. Gdy pismo przychodzi jedenaście dni po terminie czynności, nieobecność adresata trudno przedstawiać jako jego dobrowolną decyzję.
👉 Obwiniony opisał to celniej niż niejeden podręcznik procedury:
„Obwiniony nie posiada nadprzyrodzonych zdolności do podróżowania w czasie, ani też nie dysponuje wehikułem czasu, aby przenieść się z dnia 12 września 2023 r. do dnia 1 września 2023 r.”
To nie jest tylko złośliwość. To najkrótsze możliwe streszczenie absurdalnej sytuacji. Państwo wysyła wezwanie po terminie, a następnie wykorzystuje nieobecność adresata jako argument przeciwko niemu.
Najwyraźniej oprócz sędziego od neurologii system potrzebował jeszcze sądu od podróży w czasie. Tym samym w sprawie o wideorejestrator pojawiło się więc urządzenie jeszcze bardziej zaawansowane: urzędowy kalendarz, według którego obywatel powinien stawić się na wezwanie, zanim je otrzyma. A gdy tego nie zrobi, jego nieobecność można przywołać jako argument przeciwko odroczeniu pierwszej rozprawy.
📌 Wyłączenie i odpowiedź z formularza
Po odmowie odroczenia obwiniony podtrzymał sprzeciw od wyroku nakazowego. Następnie wniósł o wyłączenie sędzi Izabeli Pudło, wskazując, że uniemożliwia mu skorzystanie z pomocy ustanowionego przez siebie obrońcy. I wtedy rozprawę odroczono — nie dla umożliwienia obrońcy zapoznania się z aktami, lecz w celu rozpoznania wniosku o wyłączenie sędzi.
Cztery dni później obwiniony rozwinął zarzuty na piśmie. Wskazał na — w jego ocenie — wybiórcze protokołowanie wypowiedzi o stanie zdrowia, zbagatelizowanie potrzeby badań i obrońcy z urzędu, zakwestionowanie ustanowionego obrońcy z wyboru, odmowę odroczenia mimo braku obu świadków i sprzeciwu oskarżyciela, oraz błędne twierdzenie o dobrowolnym niestawiennictwie w postępowaniu wyjaśniającym, które skonfrontował z datami wezwania i odbioru pisma.
To nie był wniosek oparty jedynie na zdaniu „mam złe przeczucie” czy „sędzia mi się nie podoba”. Obwiniony wskazał zachowania, decyzje i dokumenty, które — w jego ocenie — podważały wiarę w bezstronne prowadzenie sprawy.
22 kwietnia 2024 r. wniosek rozpoznała asesor sądowa Gabriela Szczypka. Nie został uwzględniony. Uzasadnienie przypomniało ogólną zasadę: wątpliwości co do bezstronności powinny mieć obiektywną podstawę, nie wystarcza subiektywne przekonanie strony. Przywołało także, w skrócie, zarzuty obwinionego.
A potem przyszła odpowiedź. Subiektywna.
„Żadna z okoliczności podanych przez obwinionego we wniosku o wyłączenie sędziego nie wskazuje na to, aby w stosunku do Sędziego Referenta – Izabeli Pudło zaistniały jakiekolwiek wątpliwości co do jej bezstronności w niniejszej sprawie.”
I tyle.
Obwiniony nie może oprzeć wniosku na samym subiektywnym przekonaniu, że sędzia nie jest bezstronny. Organ rozpoznający może natomiast subiektywnie stwierdzić, że nie dostrzega problemu, nie pokazując szczegółowo, dlaczego każda z podanych okoliczności tego problemu nie tworzy. Właśnie ten rozdźwięk — między wymaganą od obywatela precyzją a ogólnością odpowiedzi — jest sednem sprawy.
Postanowienie opisuje część tych zarzutów, ale nie odpowiada na nie osobno. W praktyce czytelnik zostaje więc z urzędowym refrenem:
- Brak świadków? Bez znaczenia.
- Brak sprzeciwu oskarżyciela wobec odroczenia? Bez znaczenia.
- Obrońca ustanowiony dzień wcześniej i pozbawiony możliwości zapoznania się z aktami? Bez znaczenia.
- Wnioski dowodowe dotyczące wiarygodności policyjnego urządzenia? Bez znaczenia.
- Upoważnienie klienta do podpisu, użyte następnie jako argument podważający obronę? Bez znaczenia.
- Sygnalizowane problemy zdrowotne i brak ich weryfikacji specjalistycznej? Bez znaczenia.
Wszystko zostaje przykryte gładką formułą, odporną na niewygodne szczegóły, że postępowanie sędzi było „prawidłowe i zgodne z prawem” oraz nie wskazuje na uprzedzenie wobec obwinionego ani przedmiotu procesu.
Nie pokazuje jednak osobno, jak oceniono paradoks pisma podpisanego przez obwinionego zgodnie z upoważnieniem adwokata. Nie wyjaśnia znaczenia nieobecności świadków i braku sprzeciwu oskarżyciela. Nie konfrontuje tezy o dobrowolnym niestawiennictwie z dwiema datami wskazanymi w piśmie obwinionego.
To właśnie jest język mechanizmu. Od obwinionego wymaga się obiektywizmu. Od instytucji wystarcza jedno zdanie. Obywatel podaje okoliczności. Odpowiedź organu brzmi: żadna z nich nie ma znaczenia. Dlaczego każda z osobna? Tego z urzędowego zapewnienia nie sposób się dowiedzieć.
POSTANOWIENIE - ASR Gabriela Szczypka - STR 1
POSTANOWIENIE - ASR Gabriela Szczypka - STR 2
📌 Niezaskarżalne postanowienie i pytanie o sąd
Zarządzono doręczenie postanowienia z pouczeniem, że jest niezaskarżalne.
Nie jest to zresztą wyłącznie lokalna osobliwość. Problem braku możliwości zaskarżenia odmowy wyłączenia sędziego na podstawie art. 41 § 1 k.p.k. został podniesiony w skardze konstytucyjnej SK 78/22, która kwestionuje zgodność tego rozwiązania z konstytucyjnymi gwarancjami prawa do sądu i dwuinstancyjności postępowania.
Pokazuje to, że pytanie „kto skontroluje odmowę wyłączenia?” jest na tyle poważne, iż trafiło do Trybunału Konstytucyjnego i nie jest fanaberią obwinionego.
Na tym sprawa się nie skończyła. Przed kolejną rozprawą doszedł jeszcze spór o osobę, która tę odmowę wydała.
19 czerwca 2024 r. obwiniony wniósł o zawieszenie postępowania. Tym razem zakwestionował status osoby, która oddaliła wniosek o wyłączenie. Argumentował, że powołanie asesora przy udziale obecnej Krajowej Rady Sądownictwa rodzi w jego ocenie wątpliwość, czy o bezstronności sędzi rozstrzygnął organ spełniający standard niezależnego sądu. Powołał się na pytania prejudycjalne Sądu Najwyższego w sprawie III CB 40/23 i wniósł o oczekiwanie na odpowiedź Trybunału Sprawiedliwości UE. Przywołał także inne postępowanie, w którym — jak wskazywał — sąd zawiesił sprawę w związku z problemem standardu składu orzekającego.
Można spierać się z tym stanowiskiem prawnym. Nie można go jednak sprowadzić do kaprysu strony niezadowolonej z decyzji. To spór o konstytucyjny i europejski standard prawa do sądu, o niezależność sądu oraz o to, kto może rozstrzygać o prawie obywatela do bezstronnego rozpoznania jego sprawy. Obwiniony powołał się w swoim wniosku m.in. na art. 45 ust. 1 Konstytucji, art. 6 EKPC, art. 19 TUE i art. 47 Karty praw podstawowych UE, przedstawiając stanowisko, że wniosek o wyłączenie nie został rozpoznany przez sąd spełniający wymagany standard niezależności.
Kolejność była konkretna: obwiniony zakwestionował sposób prowadzenia rozprawy; złożył wniosek o wyłączenie sędzi; otrzymał odmowę; następnie zakwestionował standard organu, który o tej odmowie rozstrzygnął. Każda odpowiedź instytucji miała zamknąć poprzednie pytanie. Każda otwierała następne.
Pierwsza rozprawa nie wyjaśniła, z jaką prędkością jechała Alfa Romeo. Nie przyniosła zeznań żadnego z dwóch policjantów, oględzin Videorapidu ani dokumentów, których domagała się obrona. Nie dała nowo ustanowionemu obrońcy możliwości zapoznania się z aktami i udziału w tym terminie. Przyniosła natomiast postanowienie, w którym potrzebę jego udziału powiązano z „nieuzasadnionym przedłużaniem” sprawy, oraz późniejsze zapewnienie, że sposób procedowania nie budzi wątpliwości co do bezstronności.
Tak zaczyna się „Proces Kafki”. Nie wtedy, gdy pada wyrok. Wtedy, gdy człowiek przychodzi do sądu, aby zakwestionować dowód przeciwko sobie, i zanim usłyszy pierwsze zeznanie świadka, musi najpierw tłumaczyć, dlaczego chce mieć obrońcę, dlaczego nie stawił się na wezwanie doręczone po terminie i dlaczego nie wystarcza mu zapewnienie, że wszystko odbyło się „prawidłowo i zgodnie z prawem”.
Problemem nie jest pomiar, Policja ani brak świadków. Problemem jest obywatel, który chce się bronić.
Na kolejnej rozprawie ta historia miała wejść w następny etap. I tam dopiero okazało się, że pierwsze trzydzieści minut nie było wyjątkiem. Było instrukcją obsługi całego procesu.