📌 Błędy? Nieważne. Odmowa ma być gotowa
Niechlujstwo w sprawie o prawo pomocy nie jest kosmetyką.
Jeżeli referendarz nie odróżnia skargi na bezczynność od skargi na decyzję, myli wysokość wpisu, błędnie opisuje okres historii rachunku, błędnie wskazuje kwotę przelewu i pomija przelewy zwrotne albo transfery na czynsz i media, to nie analizuje konkretnej sprawy. Tworzy uzasadnienie odmowy, a następnie dopasowuje do niego wybrane fragmenty akt.
Wpis może być błędny. Okres historii rachunku może być błędny. Kwota przelewu może być błędna. Przelew zwrotny może zostać pominięty. Przelewy na czynsz i media mogą zniknąć z analizy. Rzeczywiste saldo może nie zasłużyć na wzmiankę.
Ale odmowa ma być gotowa.
Taki standard nie jest rzetelnością. To jest administracyjna produkcja negatywnych postanowień.
📌 Scenariusz do Barei? Nie — uzasadnienie odmowy
Gdyby nie podpisy pod postanowieniami, można byłoby uznać, że to fragment niewykorzystanego scenariusza Stanisława Barei.
Obywatel nie ma bieżącego dochodu, ale to nie dowód trudnej sytuacji — to powód, żeby szukać, kto go utrzymuje. Obywatel ma środki na rachunku przeznaczone na czynsz, jedzenie i leki — to nie są środki na życie, lecz argument, że powinien zapłacić sądowi. Obywatel ma matkę — najwyraźniej ma prywatny fundusz procesowy. Przez rachunek przeszedł przelew — najwyraźniej ma majątek. Nie ma długów — najwyraźniej ma pieniądze.
A jeżeli kwota wpisu jest błędna, okres historii rachunku jest błędny, kwota przelewu jest błędna, a przelewy zwrotne znikają z uzasadnienia? Cóż — najważniejsze, że odmowa jest gotowa.
I tylko jedno pozostaje niezmienne: wpis sądowy musi być ważniejszy niż czynsz, jedzenie, leki, saldo rachunku, rzeczywisty charakter przelewów i sam ustawowy warunek braku uszczerbku w koniecznym utrzymaniu.
To jest groteska, ale nie filmowa. To jest realny mechanizm, który może zdecydować, czy obywatel w ogóle uzyska dostęp do sądu.
Bareja pokazywał absurd systemu poprzez ironię. Tutaj ironia narzuca się sama: prawo pomocy ma służyć osobie, której nie stać na wpis, ale w praktyce może zostać odmówione właśnie dlatego, że człowiek jeszcze ma konto, jeszcze ma rodzinę, jeszcze opłaca rachunki i jeszcze nie doprowadził się do całkowitego życiowego rozpadu.
📌 Szkolenie z uzasadniania — i co z niego wynika?
Według informacji dotyczących przebiegu doskonalenia zawodowego Jolanta Skowronek uczestniczyła w szkoleniu poświęconym:
„Uzasadnianiu orzeczeń, problemom poprawności wykładni prawa w orzecznictwie sądów administracyjnych oraz poprawności językowej uzasadnień wyroków sądów administracyjnych”.
Warto więc zapytać: czy tak wygląda praktyczny efekt szkolenia z uzasadniania orzeczeń?
Czy poprawne uzasadnienie polega na potraktowaniu technicznego opisu „przelew własny” jak dowodu własności ekonomicznej środków? Czy polega na użyciu danych bankowych z innej sprawy bez pełnego i jasnego wyjaśnienia ich roli? Czy polega na stwierdzeniu, że przeznaczenie środków na życie „nie ma większego znaczenia”? Czy polega na domniemaniu, że skoro obywatel ma rodzinę, to państwo może umyć ręce?
To nie są pytania o stylistykę. To są pytania o podstawowy standard uzasadniania rozstrzygnięć, od których zależy, czy człowiek będzie miał realny dostęp do sądu.
📌 Prawo pomocy — dla kogo?
Z opisanych postanowień wyłania się praktyczna instrukcja odmowy:
👉 masz oszczędności przeznaczone na czynsz i jedzenie — zapłać wpis;
👉 nie masz bieżącego dochodu, ale kiedyś zarabiałeś albo przez konto przeszedł większy przelew — zapłać wpis;
👉 masz konto oszczędnościowe — zapłać wpis;
👉 masz matkę — niech pomoże;
👉 matka przelała pieniądze — to znaczy, że cię utrzymuje;
👉 przelew był zwrotny albo rozliczeniowy — można go pominąć;
👉 nie masz długów — to znaczy, że masz z czego zapłacić;
👉 rachunki są wystawione na właścicielkę mieszkania — to znaczy, że nie udowodniłeś kosztów;
👉 wyjaśniłeś sprawę — można napisać, że pominąłeś „określone kwestie”, nie wyjaśniając jakie;
👉 wpis wynosi inną kwotę niż przyjęta w uzasadnieniu — tym gorzej dla rzeczywistości.
W takim modelu prawo pomocy staje się prawem dla osoby bez pieniędzy, bez konta, bez historii bankowej, bez rodziny, bez mieszkania, bez przelewów, bez oszczędności na jedzenie i bez możliwości opłacenia jakiegokolwiek rachunku.
A przecież ustawa nie wymaga życiowej katastrofy. Nie wymaga bezdomności. Nie wymaga zerowego salda. Wymaga jednego: aby poniesienie kosztów sądowych powodowało uszczerbek w koniecznym utrzymaniu.
📌 Za publiczne pieniądze: służba czy gra?
Referendarze sądowi wykonują funkcję publiczną i są wynagradzani ze środków publicznych. Nie są to symboliczne kwoty. Obywatel ma więc pełne prawo oczekiwać, że za publiczne pieniądze otrzyma publiczną służbę na odpowiednim poziomie: staranność, poprawne ustalenie faktów, uczciwą ocenę dowodów i rzetelne uzasadnienie.
Nie oczekuje się od referendarza litości. Nie oczekuje się automatycznego przyznawania prawa pomocy każdemu. Oczekuje się czegoś elementarnego: aby osoba decydująca o tym, czy obywatela stać na wpis, przeczytała całość dokumentów, odróżniła przelew od dochodu, saldo od majątku, pokrewieństwo od obowiązku finansowania i deficyt od nadwyżki.
Nie po to płaci się z budżetu państwa za wykonywanie władzy publicznej, aby obywatel otrzymywał serię sztampowych odmów, w których każda okoliczność działa przeciwko niemu.
Masz oszczędności — źle. Nie masz oszczędności — wyjaśnij, skąd żyjesz. Masz matkę — źle. Matka robi przelew — jeszcze gorzej. Nie masz długów — znaczy, że możesz płacić. Masz długi — zapewne też będziesz musiał się tłumaczyć.
To nie wygląda jak pomoc w dostępie do sądu. To wygląda jak sądowa gra w odmowę: „CO JESZCZE MOŻNA ZNALEŹĆ, CO JESZCZE MOŻNA ZAŁOŻYĆ, CO JESZCZE MOŻNA POMINĄĆ, ŻEBY OBYWATEL NIE DOSTAŁ PRAWA POMOCY?”.
Jeżeli obywatel bez bieżącego dochodu, z kosztami utrzymania wyższymi niż dochód, z minimalnym saldem, bez nieruchomości i bez wartościowego majątku nie może otrzymać zwolnienia od niewielkiego wpisu, bo ma konto, rodzinę albo historię przelewów, trzeba powiedzieć to wprost:
‼️ PRAWO POMOCY PRZESTAJE BYĆ PRAWEM. STAJE SIĘ FIKCJĄ. ‼️
A danina dla sądu okazuje się ważniejsza niż to, czy obywatel będzie miał realną możliwość obrony swoich praw przed sądem.
To nie jest scena z „Misia”, „Alternatyw 4” ani „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?”. To jest realny sposób rozstrzygania o tym, czy obywatel dostanie szansę na sądową kontrolę działania władzy publicznej.
‼️ To dopiero część pierwsza
Od postanowienia referendarza odmawiającego prawa pomocy obywatel może wnieść sprzeciw. Na papierze brzmi to dobrze: odmowa nie jest ostatnim słowem, sprawę ma ponownie rozpoznać sąd.
Tylko że dopiero wtedy zaczyna się następny etap tej historii. Obywatel musi przygotować sprzeciw, odtworzyć całą historię rachunku, wykazać charakter każdego przelewu, wyjaśnić relacje rodzinne, salda, koszty życia, powody przelewów zwrotnych i to, dlaczego pieniądze na czynsz, jedzenie albo leki nie są „wolną nadwyżką na wpis”.
W następnej części sprawdzimy, co dzieje się po wniesieniu sprzeciwu. Czy sąd rzeczywiście koryguje błędy referendarza? Czy bada sprawę od początku i odnosi się do wszystkich istotnych faktów? Czy może obywatel otrzymuje tylko kolejny etap tej samej gry — tym razem pod hasłem: „utrzymać odmowę, ale ubrać ją w więcej paragrafów”?
W kolejnych częściach przedstawimy także, w oparciu o dokumenty publiczne, sylwetki osób wykonujących funkcje publiczne w tych sprawach: ich drogę zawodową, szkolenia, zakres obowiązków oraz wynagrodzenia wypłacane ze środków publicznych. Wtedy będzie można sprawdzić nie tylko, jak wygląda standard odmów prawa pomocy, lecz także jaki standard pracy publicznej obywatele finansują ze swoich podatków.
Tekst oparty na uzasadnieniach postanowień odmawiających prawa pomocy wydanych przez starszych referendarzy sądowych WSA w Gliwicach oraz na dokumentach przedstawionych w tych postępowaniach.