🎪 Sądowa gra w odmowę - Prawo pomocy czy test upokorzenia?

Część 1: Jak odmawia się prawa pomocy

Prawo pomocy ma zapewniać obywatelowi dostęp do sądu wtedy, gdy nie jest on w stanie ponieść kosztów postępowania bez uszczerbku w koniecznym utrzymaniu.

To powinien być prosty test:

Czy po opłaceniu mieszkania, rachunków, jedzenia, leków i innych podstawowych potrzeb obywatel ma realne, wolne i aktualnie dostępne środki na wpis sądowy?

Wystarczy przeczytać kilka postanowień o odmowie prawa pomocy wydanych przez referendarzy Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach, żeby zobaczyć, jak łatwo ustawowe prawo do sądu może zostać zastąpione katalogiem pretekstów do odmowy.

Z kilku postanowień wydanych przez referendarzy WSA w Gliwicach wynika, że praktyczny test prawa pomocy może wyglądać zupełnie inaczej:

👉 Czy są na rachunku jakiekolwiek pieniądze?
👉 Czy kiedyś był wyższy dochód?
👉 Czy przez konto przeszedł większy przelew?
👉 Czy jest matka albo inny członek rodziny?
👉 Czy mieszkanie należy do rodziny?
👉 Czy obywatel nie ma jeszcze długów?

Jeżeli na któreś z tych pytań odpowiedź brzmi „tak”, pomoc państwa może nagle okazać się zbędna. Nie dlatego, że ustalono realną nadwyżkę po kosztach utrzymania. Nie dlatego, że wykazano aktualną zdolność do zapłaty. Wystarcza, że da się znaleźć element historii finansowej lub rodzinnej, z którego można zbudować tezę: „powinno go być stać”.

📌Pieniądze na życie? To nie ma znaczenia

Starsza referendarz sądowa Jolanta Skowronek napisała w uzasadnieniu odmowy:

„To na jaki cel zamierza je przeznaczyć i kiedy nie ma większego znaczenia, albowiem instytucja prawa pomocy nie może chronić czy też wzbogacać majątku osób prywatnych”.

To zdanie mówi bardzo wiele o praktycznym standardzie odmowy.

Środki zgromadzone na rachunku nie muszą być kapitałem do „wzbogacania majątku”. Mogą być ostatnią rezerwą na czynsz, żywność, leki, energię, telefon, ubezpieczenie i zwykłe przetrwanie okresu bez dochodu. Mogą nie wystarczać nawet na jeden miesiąc podstawowego życia.

Ale według tej logiki ich przeznaczenie nie ma większego znaczenia. Są pieniądze na rachunku? Jest wpis do zapłaty. A czy po zapłacie zostanie na życie? Najwyraźniej to już ma być problem obywatela.

W ten sposób ustawowa przesłanka „bez uszczerbku w koniecznym utrzymaniu” zostaje odwrócona. Zamiast pytać, czy opłata pozostawi człowiekowi środki na minimum egzystencji, pyta się jedynie, czy na ekranie bankowości internetowej da się zobaczyć jakąkolwiek dodatnią kwotę.

To nie jest rzetelna ocena sytuacji życiowej. To jest finansowa wersja zasady: masz cokolwiek — płać.